sobota, 7 stycznia 2017

PORCELANOWA DESTRUKCJA

Musiałam to przemyśleć, czy tworzyć tego rodzaju posta. Ostatecznie zdecydowałam się, bo to nawet mój duchowy obowiązek, aby wykreować równie potężną przeciwwagę do absolutnie destruktywnego prądu, jakim jest PRO-ANA. 

Przeczytaj więc dokładnie to, co pragnę Ci przekazać i poddaj to refleksji. Bo szczególnie jeżeli jesteś pro-ana, to pierwszą Twoją reakcją na posta, będzie BUNT. Sprzeciwisz się moim słowom z automatu, dlatego że będą chciały brutalnie wyrwać Cię ze świata, który znasz, i który czcisz na wyidealizowanym ołtarzu od dłuższego bądź krótszego czasu.



Posłuchajcie, szanowni Czytelnicy.

Funkcjonuje w internecie wiele blogów osób, które są tagowane pro-ana. Zamieszcza się tam bilanse, pisze o swojej walce z jedzeniem i o swojej walce z życiem w ogóle. Każdy ma prawo decydować o swoim życiu i każdy ma prawo mieć własne zdanie na temat niby to świadomego (piszę tak dlatego, że świadomość to dla mnie potężne pojęcie i na osiągnięcie prawdziwej samoświadomości trzeba nad sobą pracować) głodzenia się, ograniczenia kalorii. Zaznaczę przy tym, że jedzenie na przykład 800 kalorii, to w dalszym ciągu głodzenie się. Są to blogi, w których autorki (autorzy) piszą na temat własnych zmagań, własnego jadłospisu i dotyczy to ich. Często bardzo im to pomaga, bo trzymanie się w internecie osób sobie podobnych i kreowanie takiego światka głodu, daje im poczucie ulepszania siebie i dodatkowo otrzymują wsparcie, jakiego często niestety nie dostają od ludzi w najbliższym swoim otoczeniu.

To absolutnie nie jest tak, że ja to krytykuję i skreślam. Nie jest tak, że uważam, że takie blogi nie powinny istnieć. Autorom są potrzebne. Dają im naprawdę wiele. Najwidoczniej znajdują się w takim okresie swojego życia, gdzie uważają to za właściwie i pomaga im to radzić sobie ze złem rzeczywistości. Jak pisałam w poprzednim poście "Dlaczego warto nie jeść?", czasami trzeba trwać dłuższy czas w krzywdzeniu siebie pod nazwą "dążenie do perfekcji", by zorientować się, że to było właściwie... wyłącznie krzywdzenie siebie. Niektórzy potrzebują lat, by obejrzeć się za siebie i zrozumieć, że nie dążyło się do ulepszenia i pokochania siebie, a jedynie wymierzało się sobie bezlitosne baty. Niektórzy nigdy nie zmieniają światopoglądu i nie zamierzam z nimi walczyć, bo to ich życie oraz ich wybór. Może mnie to jedynie smucić. To, co mam swojego nikt mi nigdy nie odbierze.

Chcę tutaj stworzyć prawdziwy SPRZECIW tworzeniu forów i blogów, które nie opowiadają o życiu autorki, a uczą, jak się głodzić i jak być pro-ana. To jest oburzające! Nie zamierzam odpuścić! Czy autorka bloga/forum (nie wiem, bo chyba na szczęście blogger już zablokował ten twór) ma świadomość, że ponosi odpowiedzialność za swoich czytelników? Czy autorka tego bloga/forum wie, jakie konsekwencje fizyczne i psychiczne niesie za sobą mydlenie ludziom oczu, że kiedy schudną poprzez liczne tortury, będą szczęśliwe? Czy autorka w ogóle jest świadoma tego, jakie to są konsekwencje? Czy autorka ma pojęcie, do jak bardzo skrzywdzonych osób się zwraca, i jak bardzo w jeszcze większą krzywdę je pcha? Nie. Nie wie tego. Nie sądzę również, by potrafiła zdobyć się na taką perspektywę, by spojrzeć tak daleko przed siebie, a przecież moc jej słów jest naprawdę spora i może dużo zdziałać - ZŁEGO. Obiecuję walczyć z takimi forami i dążyć do tego, by były likwidowane. Internet to niebezpieczna broń. Nie pozwolę na to, by wpajano dzieciom, że robienie sobie krzywdy jest piękne, kiedy nie posiadają one wiedzy o tym, jak bardzo mogą się takimi działaniami wyniszczyć!




A teraz moja przeciwwaga. Teraz ja Ci opowiem o tym - CZYM SĄ ZABURZENIA ODŻYWIANIA?

Najczęściej to jest tak, że to zaniedbania i krzywda, jaka spotkała Cię ze strony rodziców. Ciężko jest mi takie rzeczy pisać i każdemu ciężko jest zmierzyć się z takim stwierdzeniem. Wiem o tym. Czasami może to być też wina kogoś innego bliskiego, może mężczyzny. To rodzice jednak mogli wiecznie wymagać, wymagać i wymagać, i nie byłaś dla nich nigdy dość dobra. Skąd by tu była u Ciebie chęć dążenia do perfekcji? Albo może nigdy nie pokazali Ci, jak bardzo Cię kochają, tylko toczyły ich substancje psychoaktywne i to Ty musiałaś być w domu tą dorosłą. A tutaj, skąd by była u Ciebie chęć dążenia do bycia dla siebie surową? Może być tak, że chociaż to okrutne i niesprawiedliwe: nie otrzymałaś od najbliższych osób, które tak bardzo kochasz, tego, co należało Ci się z samego faktu powołania Cię do życia. POWOŁANIA PRZEZ NICH. Przez nich cierpisz. To oni tutaj ponoszą odpowiedzialność. 

Oczywiście nie wykluczam czynników genetycznych, czy innego podłoża emocjonalnego. Chciałam, jak najogólniej to ująć, żeby trafić do jak największej liczby Odbiorców. 

Posłuchaj mnie teraz: ten cały bałagan, który nosisz w głowie i ta cała krzywda, której doświadczyłaś. To nią powinnaś się zająć, a nie kontynuowaniem cierpienia, jakie spotyka Cię od dawna. ♥

Przez to, co Cię spotkało, możesz tkwić w szponach swoich objawów, czy by to było głodzenie się, rozdrapywanie skóry do krwi, autoagresja, samookaleczenie, napadowe jedzenie, lęk. To nie jest Twoja wina i tutaj należy Tobie współczuć. Jesteś skrzywdzonym dzieckiem. Spójrz na zdjęcia, które dodałam. Widzisz siebie w takiej wersji? Trzylatki? Ośmiolatki? Potem nastolatki? Czy chciałabyś to dziecko głodzić i bić? Czy raczej wolałabyś się nim zająć, przytulić je i podarować mu miłość?

To nie Twoja wina, że życie było dla Ciebie niesprawiedliwe, ale to już Twój wybór, czy chcesz dalej tak żyć i to kontynuować. To wcale nie tak, że wisi nad Tobą fatum, jak nad Edypem i zmierzasz nieuchronnie w kierunku zniszczenia. Teraz to Ty wybierasz. Nawet, jeśli nie masz jeszcze tych 18 lat. Już mając 14 czy 15 lat, możesz zrozumieć, że szerzenie ideologii pro-ana i kurczowe trzymanie się jej to coś, co może Cię zniszczyć. Nie musisz siebie karać, głodzić, bić - możesz o siebie dbać, spróbować siebie pokochać, troszczyć się o siebie! Choćby wydawało się to aktualnie nierealne, naprawdę możesz! Spójrz w lustro i spróbuj sobie wyobrazić skrzywdzone dziecko, którym byłaś. Czy chcesz je zagłodzić? Czy ono nie chciałoby żyć i być szczęśliwe? Jak sądzisz, czego ono pragnie? JAK SĄDZISZ, CZEGO TAK NAPRAWDĘ PRAGNIESZ?

Jestem początkującym psychologiem o chyba całkiem sporej wiedzy, jak na swój szczebel edukacji. Kiedy wypowiadam się na takie tematy, to dlatego, że WIEM, CO MÓWIĘ. Poglądy mogą być różne, ale PRAWDA jest jedna. Mogę siebie nazwać zwolenniczką teorii, że w człowieku walczą dwie siły: jedna destrukcyjna i druga taka motywacyjna i pozwalająca troszczyć się o siebie i rozwijać. Chciałabym, by wygrał w Tobie POPĘD ŻYCIA. Ja też nie rozumiałam, dlaczego się głodzę, a potem dlaczego pochłaniam tyle jedzenia. Ja także upadałam, poddawałam się i wracałam do punktu wyjścia, zanim odważyłam się sięgnąć po specjalistyczną pomoc i rzeczywiście wejrzeć w siebie. Zadawałam sobie ogromną krzywdę. Gardziłam sobą. Nazywałam grubą świnią i innymi. Nie darzyłam siebie szacunkiem, ani miłością. Zrozumiałam jednak, że nie chcę być taka dla siebie, bo JA SAMA to najcenniejsze, co w swoim życiu mam. Chcę więc żyć pięknie. I teraz rodzi się pytanie - CZEGO TY CHCESZ?

Ten post jest umotywowany walką z pewnym blogiem/forum, które powstało. Nie będę tutaj pisała jego nazwy, ponieważ nie zamierzam tutaj czegoś tak destruktywnego reklamować. Takie miejsca w internecie nie powinny powstawać. Tytuł posta to parafraza do niego, więc ci, którzy natrafili na nie, zrozumieją. Mam nadzieję, że podołałam stworzeniu solidnej przeciwwagi, chociaż jeden mój post to kropla w internetowym morzu. Ale to nic. W końcu powrócę do pracy nad książką i rozbuduję swoją działalność również w internecie. Jak wspominałam: nie odpuszczę rozpowszechnianiu pewnych treści bez świadomości o ich konsekwencjach. Kiedy sami autorzy nie wiedzą, z czym się mierzą i co wpajają innym ludziom, którzy to mogą być na to podatni: dzieciom, nastolatkom, osobom mniej asertywnym.

CO WIĘC ZROBIĆ, KIEDY NIE RADZISZ SOBIE Z WŁASNYM ŻYCIEM?

Powtórzę to, co już pisałam. Nawet najlepsi psychologowie posiadają swoich psychoterapeutów. Dzieje się tak dlatego, że nawet największa wiedza o danym zaburzeniu/chorobie/problemie nie jest wystarczająca do uleczenia z niego/niej siebie. Człowiek ma tendencję do zakrzywiania rzeczywistości w swój subiektywny sposób. Pomyśl - jeśli w danej sytuacji bierzesz udział Ty i Twoje dwie koleżanki, to każda na pewno później opowie o niej w inny sposób? Podpowiem Ci nawet, że każda z Was przedstawi daną sytuację trochę tak, jak o sobie samej myśli. Najczęściej modyfikuje się zdarzenia na swoją korzyść, ale Ty możesz na siebie brać zbyt duże, czasem nieuzasadnione POCZUCIE WINY lub też przykuwać uwagę do informacji typu "one mi sugerują, że jestem za gruba. powinnam przestać jeść" i jak w podanym przykładzie, całkiem je wyolbrzymiać.

Nie sposób, byś poradziła sobie z tym na własną rękę. Jeśli zapanujesz nad swoimi objawami, to pewnie na jakiś czas, a potem będzie czekał Cię smutny nawrót. Idź do psychoterapeuty. Idź na terapię. Tylko nie decyduj się na terapię poznawczo-behawioralną, bo tutaj, chociaż wydawałoby się, że "o super, ona jest krótsza", masz znowu spore ryzyko na nawrót. Bycie zdrową i szczęśliwą, to nie droga na skróty. Idź na terapię psychodynamiczną bądź humanistyczną. Zawalcz o siebie! Tylko pamiętaj, że nie dostaniesz recepty na swoje problemy. Będziesz sama musiała wykonać pracę nad sobą. Minie jednak kilka miesięcy i już zobaczysz, jak inną i doskonalszą istotą jesteś!

Ja wyszłam z zaburzeń,  o których mówi się, że nie da się z nich wyjść. Często jeszcze ranią mnie lekarze dysponujący "szkiełkiem i okiem" i nie znający się na ludzkiej psychice. Wmawiają mi coś, co w moim życiu już nigdy się nie zdarzy. To nieprawda, że anoreksja czy bulimia jest na całe życie. Nie jest! Wierutna bzdura, ktokolwiek mówi, że trzeba tak żyć, mimo że tkwiłoby się w tym nawet już i ze 7 lat! To zależy oczywiście w dużej mierze od czynników, które spowodowały zaburzenie, ale ani anoreksja, ani bulimia, nie są to uzależnienia od substancji, tylko od zachowań. Alkoholik musi nauczyć się silnej samokontroli, żeby nie pić, a anorektyk czy bulimik może wykonać ogrom pracy nad sobą i swoimi emocjami, i rozpracować to zaburzenie całkowicie. WIEM, O CZYM MÓWIĘ. Żaden behawiorysta, żaden ewolucjonista, żaden doktor nauk medycznych, żaden neurobiolog - nikt; nikt mi tego nie zabierze, bo wiem, że przez ostatnie 2 lata odmieniłam swoje życie tak zasadniczo, że mogę być jedynie z tego dumna. Mam inną, zdrową osobowość. Mam inny filtr w głowie.

Ty też możesz inaczej postrzegać rzeczywistość. Jeśli tylko poczujesz, że tak naprawdę chcesz ŻYĆ! Ponadto żyć pięknie i szczęśliwie! Być zdrowa i radosna! Rozkoszować się nie tylko jedzeniem, ale kontaktami z innymi ludźmi, ze światem! Rozwijać się z pasją, zamiast wymagać od siebie osiągania nierealnych celów i wiecznie być dla siebie nie dość dobrą! IDŹ NA TERAPIĘ PSYCHODYNAMICZNĄ LUB HUMANISTYCZNĄ! 

Moja terapeutka korzysta w swojej pracy zarówno z narzędzi psychodynamicznych, jak i humanistycznych. Miałam okazję poznać wszelkie koncepcje człowieka i liznąć namiastkę różnych sposobów pracy z pacjentem/klientem. Jeśli zapragniecie siebie ocalić, a żyjecie w ogromnym chaosie, wesprzyjcie się moimi radami. Nie jestem psychologiem od czapy, który wyczytał coś w mądrych książkach. Jestem jedną z Was. Wiele autorek bloggera rzuciło pisanie, bo powrócenie tutaj kojarzyło im się z powrotem do złych nawyków. A ja wracam, by dać Wam od siebie coś, co czuję, że powinnam Wam dać, bo choćby pomogło to tylko jednej osobie, to... OCALIĆ JEDNĄ OSOBĘ TO JAK OCALIĆ JEDEN WSZECHŚWIAT!

Ty możesz ocalić jedną osobę! Możesz ocalić siebie!
Ocalisz wtedy cały Wszechświat!

CZY WARTO?

Oczywiście, że WARTO!


Zapraszam Was do dyskusji pod tym postem. Poruszyłam bardzo ważny temat i chcę zadbać o to, żeby ten post nie przepadł, tylko był czytany. Powiedz mi, co Ty sądzisz o całej sprawie. Im więcej osób przeciwstawi się szerzeniu ciemnoty i autodestrukcji na rzecz krzewienia wiedzy o emocjach i terapii, tym mniej dusz będzie cierpiało!

Zdjęcia nie są moje. Pochodzą ze stron: http://www.olamosakowska.pl/; http://ineczka00.blog.pl/.

Ściskam
Red Queen ♥

72 komentarze:

  1. Internet to wielka przestrzeń w której można znaleźć Tak wiele różnych treści. Wiele z nas Narew przez przypadek weszło w zakazanego bloga. Przecież tytuł obiecał szybkie chudniecie! Oczywiście na jednym poscie się nie kończyło I musiałeś przeczytać całego bloga. Z wiadomą treścia. Wchodzisz w ten świat zwabiony obietnicą o szczęściu i chudości, a po upływie czasu zaczyna się robić gorzej. Tę obietnicę I smutne motywację. Dociera do Ciebie że to złe. Nie chcesz tego tak bardzo a jednocześnie nie umiesz bez tego żyć. Głodówki. Liczne. Tak. Wyniszcz swój organizm po to by umrzeć. Gdybym nie weszła w ten cholerny blog. Gdybym po prostu zdrowo jadła. Eh. Możliwe że byłabym zadowolona z życia kobieta. To się ciągnie nawet jak opuścisz ten świat. Chciałabym przeprosić moich czytelników za niszczenie im życia. Przyłożyłam do tego rękę. Motywowałam. Namawiałam do złego. Tak wąż. Tylko on chciał żeby ewa zjadła jabłko. A ja stroniłam nawet od jabłek.

    To ja. Niewidzialna Gąsienica. Zagubiona. Przerażona. Próbująca żyć na nowo. Moje kochane. Wiele z nas jest w fatalnej sytuacji. Tak jak napisała RQ NIE ZAWSZE chciałaś być chuda. Chciałaś być najlepszą wersją siebie. Szukałas akceptacji. I tu ją dostawałaś. Przepraszam, że zamiast wypierać to cieszyłam się z małych bilansow. Czy żałuję, że poznałam ten świat? Nie. Żałuję tylko, że pisałam treści które wyniszczały. Mnie i Was. A mogłam motywować w dobry sposób. Być jak dobra siostra, która jak trzeba to da mocnego liścia w twarz, ale jak będzie trzeba to obroni I toczy opieką. Poznałam tu też przecudowne osoby. Kocham Was mocno. Ten świat jest toksyczny, Ale są tu dobre osoby. Tylko szukają nie tam gdzie trzeba.
    Bądźcie silne I uważajcie na siebie. Skutki potrafią być przerażające.

    Niewidzialna Gąsienica

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewidzialna Gąsienico. Kochana przyjaciółko. Cieszę się, że się wypowiedziałaś. Kiedy tworzyłaś na blogu, stanowiłaś dla niejednej nastolatki autorytet. Twoje zdanie jest ważne i potrzebne. Bardzo je cenię i mam przeogromną nadzieję, że słowa osób, które mają z tematem i rozpowszechnianiem go na bloggerze doświadczenie od lat - przyczynią się do obudzenia choćby jednej osoby na fakt, że NIE TĘDY DROGA.

      P. S. Szkoda, że nie pamiętasz hasła do Gąsienicy. Wtedy poprosiłabym Cię o udostępnienie mojego posta na swoim blogu. To by mi bardzo pomogło w tej walce z wiatrakami. Ściskam!

      Usuń
  2. Myślę że takie rzeczy są potrzebne. Chodź zastanawiam się jak teraz czuję się autorka tamtego bloga. Z tego co widziałam, za bardzo się wciągnęła w pro ane... Chciała po prostu nam pomóc na swój sposób. Ciekawe jak to się rozwinie... A ja dziękuję że do mnie napisałaś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się na przyszłość. Zaglądaj często, jeśli tylko może Ci to przynieść coś dobrego!

      Usuń
  3. Naprawdę ciekawy post.
    Nie wiem, o jakie forum chodzi, ale wygląda na to, że jakaś dziewczyna zaczęła podpadać. Pro-ana to specyficzny ruch, ale uważam, że nie wolno nikomu wmuszać zasad. Jeśli ktoś chce obniżyć kalorie tylko trochę i równocześnie być częścią tych dziewczyn (chodzi tu głównie o wsparcie emocjonalne), to nikt nie ma prawa zmuszać jej, by jadła mniej. Z czymś takim należy walczyć, choć z drugiej strony trzeba uważać, bo wydaje mi się, że blogi pomagają uporać się także z innymi problemami, tymi bardziej wewnętrznymi, niekoniecznie powiązanymi z chudnięciem.

    Dziękuję za linka do tego posta <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest to, że takie fora i blogi to ciemnota. Zamieszcza się tam rady, jak szybko schudnąć - jak nie jeść czy inne triki, które znam, ale o których nie chcę tutaj wspominać. To szerzenie niewiedzy. Gdyby autorzy pisali równie intensywnie o konsekwencjach i o tym, jaki to fizyczny czy psychiczny terror, to okej. Ale często sami o tym nie wiedzą. A takie 12-latki pro-ana na przykład, to najgorsze, co może być. To są biedne, zagubione dzieci(!), które mogą się zachłysnąć pozornie superświatem, a tak naprawdę zdecydować się na coś, co odmieni ich życie już na zawsze, niszcząc zdrowie, pogłębiając złe samopoczucie, kompleksy, brak akceptacji i inne tragiczne aspekty postrzegania siebie. To straszne! Zapraszam do siebie częściej, jeśli tylko będziesz miała ochotę. Trzymaj się ciepło!

      Usuń
  4. Czuję jeszcze w sobie Twoje słowa, jakby każde z nich waliło mnie w płuca. Tak, aż musiałam głęboko zaczerpnąć powietrza, żeby poczuć, iż faktycznie nic mi na klatce piersiowej nie leży i nie utrudnia oddychania. Dobrze, że napisałaś taki wpis. Dobrze, że poruszasz ten temat i mam nadzieję, że wiele osób zobaczy ten wpis.
    Mnie kilka razy wzięto za pro-anę i już samo to mnie niesamowicie denerwowało - zresztą pisałam Ci o tym w wakacje bodajże. Zdarzało się to w zeszłym roku, ale zdarzało się też nawet 2,5 roku temu, gdy wychodziłam z głodówek, pisałam nieraz o tym, że jest mi ciężko, ale walczę i... dostałam komentarz, że psychoterapeuta mnie nie zrozumie, że to utrata mojej kontroli nad życiem, że tylko anoreksja i osoby ją promujące są w stanie mnie zrozumieć! Myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok, w głowie mi się nie mieściło, że można w ogóle coś takiego pomyśleć, a co dopiero szerzyć to na innych blogach, wmawiać takie kłamstwa innym! Ja po prostu usunęłam ten komentarz, ale co z dziewczynami, które faktycznie w to wierzą? Nie myślałam wtedy o tym. Co prawda wiedziałam, że pro-ana istnieje, sama pewnie bym w niej utknęła, gdyby nie Twój blog, blog La rose, j., Black Melody czy kilku innych osób, dzięki którym zobaczyłam czym są tak naprawdę zaburzenia odżywiania i że nie ma w nich absolutnie niczego pięknego. Potem jakby moje doświadczenia mnie w tym utwierdziły, ale gdybym trafiła na inne blogi, na blog pro-ana, to być może żyłabym w przeświadczeniu, że te wszystkie straszne rzeczy są słuszne? Może i mi wyprałoby tak mózg, bo przepraszam, ale to jest pranie mózgu, zakłamywanie rzeczywistości, nawet pewna propaganda nieraz. I to jest naprawdę przerażające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze wierzyłam w Ciebie. Masz w sobie taką siłę i chęć życia, która pewnie podpowiedziałaby Ci, że pro-ana (najogólniej to ujmując) to nie jest to, czego pragniesz. Zrozumiałabyś, że to Cię nie uszczęśliwia. Praca, którą nad sobą wykonałaś - ona jest tylko Twoja. Mogłaś coś przeczytać u mnie czy La rose i poczuć, że rzeczywiście one mają rację, bo właściwie "ja sama tak myślę". Gdyby nie my może dojrzałabyś do pewnych wniosków później, ale jestem przekonana, że poradziłabyś sobie. Mnie nikt nigdy nie powiedział, czym są zaburzenia odżywiania i jak z nich wyjść. Sama to odkryłam.

      Bardzo miło mi się czytało Twój komentarz. Dziękuję Ci za niego. Napisałaś go tak, że wyznam Ci; poczułam jakby pisała go moja dobra znajoma po fachu. Znajoma-poetka. Twórz. Rozwijaj się. Uważam, że jesteś piękna. Tylko bądź ostrożna - kiedy Cię czytam, widzę, że zastanawiasz na siebie czasem intelektualne pułapki. Pilnuj się. A jeśli będzie trzeba, a zawsze warto - wróć do gabinetu terapeutycznego. Tam jeszcze lepiej poznasz siebie. Ściskam Cię mocno.

      Usuń
    2. Nie, nie o to mi chodziło. Pamiętam, że najbardziej mnie uderzył blog La rose. Pisała bardzo smutne posty, z którymi nie chciałam się utożsamiać, bo pisała je osoba z... hm, nie wiem za bardzo, jak to opisać. Po prostu to było jak kubeł zimnej wody. To do mnie krzyknęło "TO SĄ ZABURZENIA ODŻYWIANIA I TO NIE JEST PIĘKNE" i to dość mocno. Na blogach pro-ana było bardziej coś w stylu "anoreksja jest cudowna, będzie fajnie jak przestaniesz jeść". Ja tak naprawdę wiedziałam, że to nie jest nic dobrego. Właściwie to było też dla mnie problematyczne - dlaczego w ogóle zaczęłam znając konsekwencje? Nadal jest to dla mnie nie do końca jasne, ale przestało być takie ważne. Wiesz, co mam na myśli?

      Miło mi to czytać. Wiesz, możliwe, ale sama nie jestem w stanie tego zauważyć ^^ Więc i tak nie bardzo wiem, o czym mówisz.

      Ściskam Cię również ♥

      Usuń
    3. Tak. La rose to przykład osoby, która jest w szoku, że w ogóle można chcieć mieć anoreksję. Jest to przykład osoby, która trwając w ogromnym przerażeniu, zada pytanie "jak to możliwe, że ktokolwiek mógłby świadomie wybierać taki horror?". Na podstawie jej osoby i jej historii, powinniśmy wyciągnąć pewną, najwspanialszą z możliwych w tym temacie naukę: to wcale nie jest piękne. Anoreksja jest niesprawiedliwa. Ten, kto jej nie zaznał, ją idealizuje. Albo ten, kto bardzo boi się życia i wybiera drogę autodestrukcji, bo nie potrafi zdobyć się na wystarczającą odwagę, by cokolwiek zmienić.

      Usuń
    4. Red Queen, zgadzam się z każdym słowem, które napisałaś. Zaburzenia odżywiania nie są piękne.
      Ja zdobyłam się wreszcie na odwagę, by coś zmienić w swoim życiu. Mimo, że wciąż jest ciężko i właściwie jestem w okropnym stanie psychicznym, mimo tego uważam, że WARTO siebie zmieniać i nad sobą pracować. Bo w końcu musi być lepiej, prawda?

      Usuń
    5. A ja Ci powiem, La rose ♥ że nie mogę się doczekać tego, o czym będziesz w stanie opowiadać za kilka miesięcy. Za dwa lata. Usiądziemy wtedy przy herbatce i ze smutnym uśmiechem omówimy przeszłość. Przysięgam Ci tę herbatę w naszej zwariowanej herbaciarni. Dbaj o siebie - powtórzę się, jak to zwykłam często robić: Ty sama to najcenniejsze, co masz! Ściskam!

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Ci powiem... Moim zdaniem po stokroć smutne jest to, co napisałaś! Znam kilka osób walczących z anoreksją. Ich życie jest straszne. Często nie rozumieją, dlaczego coś tak okropnego mogło je spotkać. Dlaczego robią sobie takie rzeczy. Twoim wyborem nigdy nie jest anoreksja. Mydlisz oczy sobie i innym. Twoim wyborem może być pro-ana; a to, czy popadniesz w anoreksję, czy nie, to już ciężko mi ocenić, bo to pewnie kwestia indywidualna. Myślę, że może być różnie. W każdym razie to jedno z najbardziej zasmucających stwierdzeń - powiedzieć - "chcę być anorektyczką". Jestem pewna też, że każdego, kogo dręczy to zaburzenie i nie umie sobie z nim poradzić, wprawia w zdruzgotanie to, że ktoś mógłby "świadomie| do takie zła dążyć.

      Twój komentarz niestety usuwam. Jeśli chcesz promować autodestrukcję, to gdzie indziej. Na pewno nie u mnie. Tutaj nikt nie będzie nawoływał, ani zapraszał do takich rzeczy, jakie zaproponowałaś w komentarzu. Odezwij się do mnie za rok czy dwa. Powiedz mi wtedy, czy jesteś szczęśliwą anorektyczką i czy Twoja kariera przypadkiem nie zakończyła się tragicznie. Masz swój punkt widzenia. Szanuję to. Nie strać jednak w tym wszystkim SIEBIE. To najcenniejsze, co masz. Naprawę. Wszystkiego dobrego.

      Usuń
    2. P.S. Pamiętaj, że za stwierdzeniem 'chcę być anorektyczką' czyha bulimia. Uśmiecha się upiornie i czeka, żeby uderzyć w odpowiednim momencie. To niezwykle upokarzające niebezpieczeństwo. Nikomu go nie życzę.

      Usuń
  6. Coraz częściej przeglądając blogi napotykam te, które wręcz wmawiają młodym osobom co robić, żeby schudnąc w najmniej racjonalny sposob. Martwi mnie to ,ze takie treści nie znikają, a kumulują się. W dodatku [ w większości] młode dziewczyny zdradzają sobie publicznie swoje GŁUPIE sposoby na pozbycie się wagi. Sama jestem idealnym przykładem pójścia za takimi namowami. Jeszcze kilka lat temu walczyłam z bulimią, ktorej nabawiłam się właśnie "przez internet". Byłam totalną przeciwniczką takich zachowań. Pukałam się w głowę czytają o dziewczynach zwracających to,co zjedzą. A potem podświadomie szukałam JAK TO ROBIĆ. I w końcu stałam się tego ofiarą. Oczywiście teraz wiem ,że to było złe. Wywalczyłam swoje i od dobrych 2 lat daję radę bez tego, ale ile jest dziewczyn, które tak jak ja zaczerpnęły pomysł z internetu? Ilu rodziców nie wie o tym, co ich dzieci robią , wypisują w sieci i jakie są ich działania? Najgorsze jest to ,że to wszystko ma rzutowanie na zdrowiu fizycznym i psychicznym dziecka, bo to nie są osoby na tyle świadome, by nazywać je inaczej. Nie chce tu nikogo obrażać oczywiście, ale nie ma co oszczędzać na słowach. Prawda jest straszna w tym przypadku. Ale warto być świadomym. I nigdy nie mówić " mnie to nie spotka". Bo nigdy nic nie wiadomo...

    Chciałabym pomóc tym bidnym dziewczynom, zagubionym w pogoni za wymyślonym przez siebie pięknem. Wiem, jak ciężko jest wtedy słuchać i jak ciężko jest porzucić przyzwyczajenia i myślenie o wadze, kaloriach. Ale da się :) Teraz będę kolejną z tych, które udowodnia, że i bez głodzenia sie można schudnać!
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz i Twoje stanowisko bardzo wiele wnosi. Każda osoba, która wypowiada się w ten zdrowy sposób, to istny skarb. Dziękuję Ci za komentarz.

      Ja nie jestem za tym, żeby krytykować i nazywać głupimi osoby (szczególnie dzieci i nastolatki w okresie gimnazjalnym), które poprzez restrykcyjne chudnięcie szukają drogi do samoakceptacji. To złudna droga, rzeczywiście mająca ujście w jeszcze większym braku akceptacji. Ale wracając do głównego wątku. Wiesz, te osoby - nastolatki czy dzieci, mają swoje powody, by szukać takich dróg. Są to najczęściej zaniedbania i braki w okazywaniu miłości przez najbliższych im ludzi. Nie potrafią one doceniać siebie i mają ogromny potencjał, żeby siebie karać, upokarzać, gnoić. To jest straszne! Pragnę więc pokazać, że można to przerwać - że da się inaczej. Szerzenie destrukcyjnych treści o głodzeniu się przez zagubione i poranione osoby, biedne, takie, którym należy współczuć - może spowodować, że kolejne zagubione i poranione osoby... wydadzą na siebie wyrok. Anoreksji, czy raczej często bulimii... kiedy próbując się głodzić popada się w kompulsywne objadanie i później w popłochu człowiek czyści się z pochłoniętych kalorii...

      Wypowiadajmy się! Sprawmy, żeby ten świat był lepszy! Chociaż trochę - bo trochę to bardzo wiele! Jeszcze raz dziękuję Ci za komentarz i życzę Ci, żebyś odnajdywała w życiu siebie i to, czego naprawdę pragniesz. Ściskam!

      Usuń
    2. Dzięki , dzięki :) !!!
      Apropo tego co napisałaś - fakt. Najczęściej to wszystko, co siedzi w takiej nastolatce nie bierze się znikąd. Przytoczę jeszcze jeden, straszny przykład, nie internetowy. Dziewczyna była moją wychowanką na koloniach. Nie powiem że poznałam dobrze tą dziewczynę. Jedynie co, to liznęłam jej życiorysu. Czy jej pomogłam w jakiś sposób? Nie wiem. Moje słowa, które kierowałam do niej odbijały się jak grochem o ścianę, ale może w jej głębi rosło coś, radość i samoocena, której nie chciała okazać? Do sedna. W dużm skrócie ; dziewczyna, 14latka, bardzo ładna , szczupła brunetka, mądra, z wysokimi stopniami w szkole, trafiła do mojej 12 osobowej grupy. I od pierwszego dnia zaczęły się problemy. Nie chciała jeść. Na początku myślałam, że to zmiana miejsca, może tęsknota. Ale nie. Po prostu się głodziła. Wmuszaliśmy w nią kanapki siedząc przy niej sam na sam. Zjadała ćwierć bułki w 2 godziny... W pierwszym tygodniu dowiedzieliśmy się o tym, że się tnie[każdy przegłodzony dzień to jedna szrama], żywi się tabletkami na uspokojenie i ma najprawdopodobniej skłonności bulimiczne[pytała o sól-tylko z tego wnioskuje, nie przyłapałam jej]. Poza tym nienawidzi siebie, chciałaby umrzeć, choć boi się popełnić samobójstwa, nie akceptuje siebie, czuje się gorsza. Wszystko to tak bardzo bolało, gdy to mówiła. Płakała mi w rękaw, była taka niewinna...a następnego dnia znowu zachowywała się tak strasznie. Po tygodniu udało się pójść z nią na układ. Jadła. Mało, ale jadła. Oddała nam tabletki. Nie wiem czy miała jeszcze jakieś opakowania, ale to co widziałam, oddała wychowawcom. Po długich rozmowach znalazłam przyczynę jej zachowania. Chodziło o jej matkę. Dziewczynka w ogóle nie czuła się kochana, zauważana. Chciała pokazać, że może być w czymś najlepsza. Niestety rozmowa z jej mamą nie przyniosła żadnych efektów. A tata, odbierając dziewczynkę z kolonii, zapytał mnie tylko "gdzie mam podpisać formularz odbioru dziecka?". Straszne. Rozmawiałam z nią długo. Widać, że potrzebowała być w centrum uwagi. Słuchała, jak mówiłam do niej, ze jest ważna, że mi na niej zależy. Potrzebowała tego od SWOJEJ MATKI.
      Mam nadzieję, że jeśli spotkam ją za rok-wróci szczęśliwsza i bardziej dowartościowana.

      Usuń
    3. Tak. Jako osoby trzecie przecież nigdy nie zastąpimy takim zranionym duszom ich rodziców. Myślę, że wmuszanie jedzenia nie ma sensu - bardziej naszą misją powinno być pokazanie, że da się inaczej. Ona najpewniej była/jest na takim etapie, że potrzebowała/potrzebuje wpędzać się w takie objawy.

      Mam nadzieję, podobnie jak Ty, że w końcu ta dziewczyna dojrzeje do pewnych wniosków: że pomimo jakiegokolwiek braku tego, czego jako dziecko ona potrzebuje od rodziców... ona sama może sama o siebie zawalczyć!

      My to wiemy - że zwracanie na siebie uwagi poprzez takie targnięcie na swoje zdrowie niewiele przyniesie, a najbardziej to przyniesie krzywdę samej dziewczynie, o której mowa. Ona najpewniej musi pewne rzeczy w swoim życiu przejść, by móc przyjrzeć się temu, co naprawdę jej to przynosi. SAMO CIERPIENIE.

      Wspaniale, że nie jesteś obojętna na takie sytuacje! Że masz w sobie tyle empatii! Oby więcej takich ludzi! Tylko dbaj o siebie. Poświęcanie siebie dla innych trzeba odpowiednio wyważyć, aby samemu nie ucierpieć. Tak myślę. ♥

      Usuń
  7. Pomyślałam że napiszę to tutaj bo większe prawdopodobieństwo że zobaczysz. Ja absolutnie nie chciałam Cię urazić swoimi słowami! Przepraszam że tak to odebralas!!! Nie pomyślałam też że zglosilas jej bloga i forum. A pisząc gownoburze oprócz Twojego posta miałam na myśli jeszcze jednego motylka co pisała o tym. I to jak koleżanki piszą mi o tym na priv. I wiem że nie jesteś przeciwko mnie. Ja mimo że stoję po 2 stronie, też jestem z Tobą. Sama też jestem przeciwna niektórym zachowania pro any. I mając doświadczenie (nie moje) wiem że jeśli to co się tu dzieje pójdzie za daleko... Nie skończy się od tak. Życzę Ci jak najlepiej i jeszcze raz przepraszam. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W porządku. Nie gniewam się, jak pisałam już u Ciebie. Byłabym wdzięczna jednak, gdybyś podała mi linka, jeśli gdziekolwiek pisze się o mnie? Nie wszędzie jestem w stanie dotrzeć, a chętnie się z tym skonfrontuję :)

      Napiszę jeszcze raz: absolutnie Cię szanuję. I każdego, kto tkwi w swoich problemach, tych związanych z niskimi bilansami i głodzeniem się, ale nawet nie tylko. Każdego tutaj szanuję. Uważam, że to smutne, ale osób poranionych i zagubionych nie należy nazywać głupimi. Zasługują na współczucie i pomoc. Zachęcę Cię jeszcze raz do czytania mojego bloga. Najlepiej dodaj go do swojej listy. Wiesz, do niczego Cię nie zmuszam. Niczego nie chcę Ci wpoić. Jeśli jednak czytasz tę ciemną stronę, poczytaj też tę pełną światła: która mówi o tym, by zatroszczyć się o siebie, by siebie pokochać. Czy to nie będzie sprawiedliwe rozwiązanie? ♥

      Usuń
    2. Jakbym zobaczyła coś o Tobie, odezwę się. :) I obiecuję że będę Cię odwiedzać póki będziesz aktywna. ^^

      Usuń
  8. Myślę, że to, co robisz jest piękne. M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Dziękuję. Musiałam zważyć zarówno siłę kosztów psychicznych, które poniosę, odsłaniając tak bardzo tutaj siebie (bo mogłabym przecież uciec z bloggera i żyć od tego z daleka!), jak i korzyści, jakie może przynieść mojej duszy tworzenie takich postów. Ta cała walka o dobro na świecie. I wiesz? Doszłam do wniosku, że warto, choćby to miało pomóc choćby jednej osobie. O czym wspominałam w poście. To, co osiągnęłam sama dla siebie, pozostanie moje. Idąc jednak w ślady altruizmu, pragnę, by wśród niewiedzy, pojawiła się WIEDZA. Osoba zagubiona, która pragnie siebie niszczyć, może łatwo znaleźć odpowiednie ku temu źródła. Gdyby ktoś jednak, pogłębiając zło, które go spotkało, rozpłakał się nad moją historią i nad moimi postami, i zrozumiał choć w najmniejszej mierze, że pragnie siebie odkrywać i pokochać, to wówczas... wiesz, wówczas będę czuła się spełnionym człowiekiem...

      Usuń
  9. W dosłowności, ruch pro-ana, którego jestem świadoma, który dostrzegam, jest czymś, co mnie osobiście nie dotyczy...ale nie znaczy, że mnie nie obchodzi. Bo to jednak też tak nie działa. Mimo, że nie siedzę w problemie zawsze właśnie zastanawiałam się, jak bardzo pogubiony musi być człowiek, czasem jak bardzo wrażliwy, żeby tak zacząć niszczyć siebie. Niestety, autodestrukcja ( chociaż przyrodzona każdemu, witamy w krainie nekrofilii panie Fromm) w tak złożonej formie jest najczęściej jednak udziałem osób niezwykle inteligentnych i wrażliwych, które nie radzą sobie z konfrontacją ze światem, samym sobą, dojrzewaniem nieraz, zmianami. Tak po prostu. I właśnie zawsze jakoś...zastanawiałam się nad tą odpowiedzialnością. Ile osób tak naprawdę w ogóle w naszym świecie, nawet już abstrahując od ruchów pro -ana- czuje się odpowiedzialnych za to, co robi? Błahe słowa, można powiedzieć. Ale jak to powiedział jeden z pisarzy, od żartów antysemickich zaczyna się holocaust. I być może faktycznie nie zawsze przewidzimy konsekwencji swoich czynów, bo świat jest zbyt złożony to...jawne nawoływanie do wkroczenia w autodestrukcję, jawne nawoływanie do wkroczenia w świat śmierci wydaje mi się...po prostu przerażający. Dlatego tym bardziej potrzebna jest przeciwwaga, jaką i ty tu tworzysz. Bo mam smutne wrażenie...że tej przeciwiwagi jest o wiele mniej, a też i niestety zdarza się niezbyt mądra...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo cenię w Tobie to, że nie jesteś obojętna nawet na sprawy, które Ciebie nie dotyczą. Doceniam tak, jak potrafię!

      Natomiast osobiście nie rzucam słów na wiatr, mówiąc, że zamierzam stworzyć przeciwwagę do szerzenia tej formy autodestrukcji. Nie zamierzam oczywiście organizować żadnego "powstania" w internecie czy poza nim. Szanuję ludzkie wybory. Nie jestem także męczennicą.

      Zrobię po prostu to, co uznaję za słuszne. Póki co, nie mogę zbyt wiele zdradzić. Kiedy tylko minie mi zatłoczony obowiązkami styczeń, zajmę się tym poważniej. Zrobię to dlatego, że ten konkretnie temat znam bardzo dobrze. On mnie dotyczy. Nie porzucę przeszłości, tylko zmierzę się z nią - kiedy może to przynieść coś dobrego.

      Bardzo Ci dziękuję za wspieranie mnie tutaj na blogu. Uważam, że każda osoba, która chce ulepszać siebie i świat, powinna się wypowiadać. Bo najczęściej niestety to jest tak, że głośniej krzyczą ci, którzy przekazują treści puste lub całkiem przepełnione, ale głupotą. Ściskam mocno!

      Usuń
    2. Mało kiedy potrafię być obojętna, zwłaszcza jednostkowo i uwierz, często się zastanawiam, czy to bardziej dar, czy przekleństwo :X
      I ja ci wierzę akurat. Sama nie wiem czemu, ale ci wierze. Może to intuicja czarownicy:) I cóż, wiadomo, powstania, rewolucje...te z reguły się nie udają i zjadają przede wszystkim własne dzieci. Do pewnych rzeczy nie potrzeba zrywów, a systematyczności i stopniowego podejścia, gryzienia trutki tak, żeby organizm mógł ją przetrawić że tak to metaforycznie ujmę:)
      W ogóle, chciałam zapytać, czy jeśli coś mnie najdzie, żeby napisać na ten temat ( bo mi się tak myśli układają, że to możliwe) to będę mogła podlinkować twojego bloga? Może to głupie pytanie, bo jakoś no, wątpię żebyś może miała coś przeciwko ( czy się mylę?:)) ale wolę zawsze zapytać:)

      Usuń
    3. Frida, oczywiście, że nie mam nic przeciwko. Nawet bardzo mi tym pomożesz. Nie poruszyłam takiego tematu, żeby przepadł bez echa. "Podlinkowywuj" śmiało!

      Usuń
  10. Mówiąc szczerze, jeżeli mogę się wypowiedzieć na ten temat, sama rozważałam przejście na stronę any, bo stwierdziłam, że schudnę tylko troszkę, że szaleństwo mnie nie dotyczy, zaczęłam się załamywać, kiedy przekraczałam dzienne 1000 kalorii, rano myślałam tylko: "jesteś głodna, czy nie jesteś? Może ominiesz śniadanie, nic ci nie szkodzi." I teraz zauważyłam, jak źle jest ze mną. Może nie tragicznie, ale znalazłam punkt, w którym cała ta ana się pojawiła - Nie chodzi tu o to, czy naprawdę potrzebuję schudnąć, ja po prostu ślepo chciałam podążyć za jedną z moim przyjaciółek. Wszyscy ją uwielbiają, a ja, pomimo, że do grubych nie należę, chciałam być jak ona, jak ta dziewczyna, która waży 46kg... Wiem, że jeszczeprzez jakiś czas będę nienawidzić swojego ciała, ale chcę to zignorować, chcę dostrzegać plusy. Nie liczę kalorii, ale patrzę, co jem, staram się być zdrowa. Małe rzeczy. Ana zniszczyła mi samoocenę, ale chcę ją odbudować. Błagam dziewczyny, Przyjrzyjcie się temu, co tak serio chcecie osiągnąć, skąd wywodzi się ta chęć chudnięcia. Czy rzeczywiście leży ona w waszych minusach, czy może chęci bycia kimś innym. Dbajcie o siebie. Nie odmawiajcie sobie rzeczy, co jest konieczne. Nie będę zmuszać żadnej z was, ale trzymam za was kciuki, żebyście wyszły z tego wszystkiego cało <3 Przepraszam za błędy, mój polski trochę podupada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie także czuję się w obowiązku personalnie podziękować za komentarz. Napisałaś tutaj o bardzo trudnym czasie w swoim życiu. Cieszę się, że teraz pojawiło się w nim więcej światła. Czasami pewna dojrzałość przychodzi sama, ale mimo wszystko, jeśli działo się w Twoim życiu tyle strasznych rzeczy - nie działy się one bez powodu. Dlaczego postanowiłaś robić sobie coś takiego? To bardzo ważne pytanie. Samodzielnie ciężko jest na nie odpowiedzieć właściwie. Rozważ to, co napisałam o terapii. Ona budzi podświadomy strach u większości ludzi, bo można w niej odkryć czasami coś, czego nie chce się odkrywać. Ale to przynosi oczyszczenie i ulgę! I dzięki temu człowiek czuje się na siłach, by robić rzeczy, których wcześniej nie mógł robić przez własną niemoc.

      Wspaniale również, że podając swój przykład, postanowiłaś powiedzieć innym, żeby przemyśleli swoje wybory. A błędy w tekście i podupadający polski? Myślę, że ma on mniejsze znaczenie. Największe znaczenie mają emocje, jakie chciałaś tutaj przekazać. Jeszcze raz Ci dziękuję i z całego serca życzę, żebyś kiedyś poczuła się tak naprawdę szczęśliwa, jeśli ciągle nie odnalazłaś ku temu drogi!

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Blokować? Czy ktoś może wytłumaczyć Wam, jak działa internet?
      /3731

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Szanowna Porcelanowa... muszę porządnie zebrać myśli, żeby napisać Ci, co ja tutaj właściwie uważam. Napisałam Ci już komentarz u Ciebie, bo dodałaś pewien post, ale... treść tych komentarzy krzyczy o moją reakcję. Spróbuję więc.

      Bardzo się cieszę, że zajmujesz takie stanowisko. Żeby jednak przeprowadzać rewolucję, trzeba mieć ku temu narzędzia. Powiem Ci, że ja sama pomimo lat pracy nad sobą, nie czuję się zdolna do tego, żeby ingerować w czyjekolwiek wybory. Mogę jedynie pokazać komuś inną drogę. By może komuś pomóc. By dać coś samej sobie tym sposobem.

      A co do Ciebie. Prawda jest taka, że usunęłaś te szkodliwe strony po mojej reakcji. Stwierdziłaś nagle, że już nie jesteś pro-ana, tylko nagle anty pro-ana. Odwróciłaś totalnie kota ogonem, zamiast przyjąć odpowiedzialność za to, co decydowałaś się robić!

      Skoro uważasz, że zgadzasz się z treścią mojego posta oraz jak mówisz "przejrzałaś na oczy", to swoje spostrzeżenia zastosuj przede wszystkim wobec siebie. Spróbuj nad sobą popracować. Jak pisałam już u Ciebie: nie wierzę, byś osiągnęła w ciągu kilku dni taki stan, jaki można osiągnąć po wielu miesiącach pracy nad sobą i swoimi zaburzeniami... (wiem, tutaj pewnie się rozzłościłaś)

      Ponadto teraz u siebie w poście ostro krytykujesz dziewczyny, zwane Motylkami, o których pewnie wcześniej wypowiadałaś się z ogromną serdecznością! To nie jest fair! Osoby zaburzone, czy nawet te pro-ana bez względu na to, jaką decyzję o swoim życiu podejmą - są to osoby bardzo skrzywdzone z trudnymi historiami. Należy im współczuć i pokazywać dobrą drogą, a nie je ganić i być jak surowa, nieczuła, niby to starsza siostra! Z całego serca i najnamiętniej tak uważam!

      Żadnej współpracy z Tobą nie zamierzam podejmować. Szczerze mówiąc nawet lekko mnie to rozbawiło. Ale nie odbierz tego źle: bardzo się cieszę, że zmieniłaś zdanie. Nikt tutaj nie próbuje Cię obrazić, a na pewno nie ja. Chciałam tylko, żebyś zmierzyła się z konsekwencjami swoich działań. Jeżeli wolno mi cokolwiek Tobie radzić: wejrzyj raczej w siebie zamiast próbować nauczać ludzi o tym, o czym nie masz za dużej wiedzy. Naprawdę nie czuję, byś była autentyczna. W dajmy na to - TRZY DNI - chyba nie spłynęło na Ciebie oświecenie, no ludzie!

      Słuchaj więc: życzę Ci jak najlepiej. Możesz się ze mną nie zgadzać, czy czuć się urażona, że mówię brutalnie i szczerze. Wierzę jednak, że wiele możesz osiągnąć. Każda z nas może. Tylko nie przyjmujmy postawy superbohatera - a już szczególnie, kiedy nie ocaliło się wcześniej samej siebie. W takim wypadku udałoby się stworzyć sztucznego superbohatera. Kolejny omam. Kolejną nieprawdę.


      Natomiast zwracając się do Anonima 3731 - mógłbyś wyjaśnić, o co Ci chodzi? Nie za bardzo zrozumiałam do kogo odnosi się ten komentarz, szczególnie w sformułowaniu "Wam"? Byłabym wdzięczna za wyjaśnienie. Pozdrawiam!

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Mówimy w innych językach. Nie jestem błędnym rycerzem. Mogłabym rzec więc coś na podobnym poziomie złośliwości, ale mam w sobie zbyt wiele szacunku do Ciebie. Nawet pomimo tego, jak Ty odnosisz się do mnie. Trudno!

      Usuń
    7. Porcelanowa. Sama sobie przeczysz. "ale da się", "ale wątpię by ktoś zajął się tym(...)". Nawet nie skomentuję reszty.

      Red Queen, usuniesz jedno forum, powstanie drugie. Z resztą, pierwsze też można odzyskać. Raz wpisane dane w internet zostają w nim na zawsze. Wystarczy, że jedna z tych pro ann ma kogoś, kto zna się na IT lub sama zajmuje się komputerami.
      Zgłaszałem strony kanibali. Nie usunęli. Teraz jestem w środowisku psychopatów i- a jakże- mają się dobrze. Już widzę ochocze usuwanie pamiętników dzieci, które potrafią błyskawicznie zmieniać zdanie. Tu potrzebne są inne metody, bardziej indywidualne, jeśli istotnie ma zostać zauważona zmiana myślenia u nastolatek(-tków).
      Brak pro any nie gwarantuje braku anoreksji w realnym życiu. Trzeba odróżniać chwilowo zmanipulowane mózgi od prawdziwych zburzeń. Szkoda usuwać tych ostatnich, pogłębiać ich potępienie i samotność.

      3731

      Usuń
    8. Nie zamierzam niczego tłumić, ani dążyć do likwidacji zjawisk, które widocznie muszą występować. Chcę jedynie stworzyć przeciwwagę - by raczej zadawać sobie pytanie, dlaczego takie rzeczy się dzieją. To klucz, by je zrozumieć i dzięki temu móc coś zmienić. Anonimie 3731, właściwie to się przecież z Tobą zgadzam. Myślę, że nie należy tego tępić, bo to walka z wiatrakami. Wspaniale byłoby jednak, gdyby ludzie byli bardziej świadomi.

      Usuń
  12. Nie wiem od czego zacząć. Ten post wzbudził we mnie wiele emocji. Świat pro-ana jest mi dobrze znany. Niegdyś czytałam wiele blogów. Jednakże sama nigdy nie chciałam być nazywana "pro-ana".
    Sama gdy pojawiłam się na bloggerze, założyłam swojego bloga, już głęboko tkwiłam w zaburzeniach odżywiania - byłam po kilku latach anoreksji, po pierwszych objawach bulimii. Nigdy nie stwierdziłam, że chcę być anorektyczną czy bulimiczką. To przyszło do mnie samo, czego na początku nawet nie byłam świadoma. Nie miałam pojęcia, że w internecie jest taki prąd, który promuje zaburzenia odżywiania. Dlatego, jak zaczęłam trafiać na różne blogi, gdzie dziewczyny motywowały się do głodzenia, chciały być anorektyczkami - otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Zastanawiałam się jakim cudem ktoś sam chce wpakować się w świat, którego ja szczerze nienawidzę, do świata, z którego ja chciałabym uciec, a nie potrafię, bo miałam takiego pecha i zachorowałam na zaburzenia odżywiania, mimo że tego nie chciałam. No jakim cudem ktoś może chcieć świadomie przechodzić przez horror, przez który ja musiałam, a raczej wciąż muszę przechodzić? I mimo walki, wciąż tkwię głęboko w zaburzeniach odżywiania.

    Napiszę zatem - nie, samemu nie da się z tego wyjść. Próbowałam wiele razy. Mówiłam sobie, że przecież zacznę normalnie jeść, że nie będę się głodzić, nadmiernie ćwiczyć, objadać, wymiotować. I mimo, że chciałam tego robić, wciąż to robiłam. Prostując - właściwie wciąż robię. Jestem zaledwie na początku swojej terapii. Jednakże wreszcie podjęłam tę decyzję i zdecydowałam się na psychologa.

    Zawsze wydawało mi się, że psycholog nie jest dla mnie, bo po prostu nie zasługuję na pomoc. Prawda jest inna. WARTO ZAWALCZYĆ O SIEBIE I WYCIĄGNĄĆ RĘKĘ O POMOC. Każdy zasługuje na życie i szczęście.

    Pro-ana nie jest szczęściem, ani radością. To nie jest kontrola, ani perfekcja. Tak się jedynie może wydawać. Aczkolwiek gdy prawda Cię dopadnie, wtedy jest tylko gorzej.

    Dlatego ja La rose, która może jeszcze ktoś kojarzy, a może nie... nawołuję do tego, by nie szerzyć w internecie anoreksji, bulimii. To nie jest tak, że powiesz sobie "a, będę anorektyczką" i nagle się nią stajesz. Gdy tak sobie mówisz pakujesz się w horror życia. Konsekwencje takich poczynań są okropne. W końcu pożałujesz swojej decyzji. Naprawdę chcesz się w to pakować świadomie? Na swoim blogu, do którego znów wracam i oczywiście nie jest to blog "pro-ana" zamierzam zamieszczać treści, w których opisuję moją walkę z chorobą. Może moja historia będzie dla kogoś przestrogą? Jeśli ktoś zobaczy czym są naprawdę zaburzenia odżywiania i przekona się, że to nic dobrego, może wtedy puknie się w głowę nim wypowie stwierdzenie "chcę być anorektyczką".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mimo, że nie chciałam tego robić*

      Usuń
  13. Dopisze jeszcze, że warto się zapoznać, co w ogóle oznacza "pro-ana" W skrócie - to nic innego, jak po prostu szerzenie śmierci.
    Czy ktokolwiek chce być odpowiedzialny za czyjąś śmierć?
    To nie sposób na chudniecie.
    To nie dieta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. La rose... Twojej wypowiedzi mi tutaj brakowało! Jesteś tak autentyczna i tak niesamowita (tak całościowo tutaj na bloggerze), a w dodatku tak Odważna - dzielisz się tutaj taką historią! Czy to nie godne podziwu i szacunku? Mam nadzieję, że Czytelniczki, które mogą znajdować się w podobnym punkcie, co Ty, przeczytają to i nie zignorują tego po pięciu minutach. Być może ktoś ujrzy kobietę na początku swojej walki o siebie i pomyśli - ten pierwszy krok jest trudny, ale chyba możliwy; może i ja go wykonam... Jeżeli to byłoby choć kilka osób, to jak to podkreślam - dla mnie będzie to ogromnie dużo!

      Dla mnie osobiście Twoje słowa są na wagę złota. Sama doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, ale trzymając się jedynie płaszczyzny bloggera - mogę mówić o Tobie chyba jedynie dobrze.

      Słuchajcie! Ja i La rose jesteśmy w zupełnie innym miejscu - w kontekście zaburzeń, terapii. Znajdujemy się w totalnie różnych punktach życia i walki o siebie. To pokazuje zarówno to, że można zacząć terapię i walkę o siebie, jak i to, że można wyjść z najtrudniejszych problemów emocjonalnych i zaburzeń. To jasno maluje nam obraz osoby na początku terapii, gdzie ciągle tkwi się w świecie zaburzeń, ale zwycięża cichy głos "chcę być zdrowa i szczęśliwa" - jak i obraz osoby po latach terapii; samoświadomej, silnej. Takiej, która nie czuje już potrzeby autodestrukcji, bo rozwikłała w sobie najgłębiej skrywane problemy emocjonalne.

      To da się zrobić, kochane Czytelniczki! Choćby wydawało się nieprawdopodobne!

      La rose, dziękuję Ci za wypowiedź. Trzymam za Ciebie kciuki. Zresztą, ja i Ty, to inna sprawa. Będę Cię zawsze wspierała.

      Usuń
  14. Droga Red! Wybacz za brak odpowiedzi na ostatni komentarz, ale chyba nie dostałam powiadomienia albo gdzieś umknął mi ten mail. Nie wchodzę na bloga już od bardzo dawna, bo niestety czytanie tych wszystkich negatywnych notek po prostu mnie dołowało. Od jakiegoś czasu definitywnie zaczęłam walczyć z bulimią. Dlaczego definitywnie? Bo mimo, że prawie 7 lat minęło od kiedy się w nią wplątalam zadałam sobie ważne pytanie: dlaczego nie lubisz siebie? Dlaczego nie kochasz swojego ciała i tak je niszczysz? Czy tak postępuje osoba ktora chce byc szczesliwa? Przestałam oszukiwać siebie i uleczylam najpierw sposób patrzenia na moje warte wszystkich starań życie.
    Bardzo cieszę się, że na blogspocie są jednak takie osoby jak Ty - mądre. Czytając Twoje posty można stwierdzić, że na prawdę chcesz być psychologiem z pasji, a nie by tylko pomoc sobie. Muszę pamiętać zeby zaglądać co jakiś czas na Twojego bloga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MADE MY DAY!

      Tak mi miło czytać, że u Ciebie takie zmiany. Jestem wzruszona i całą duszą wspieram Cię, żebyś osiągnęła wewnętrzną równowagę i szczęście. Tak dużo złego przez te 7 lat się działo, a tyle lat jeszcze przed Tobą... Chciałabym, żeby były piękne, ale przecież najważniejsze, że Ty tego chcesz! :)

      No i zapraszam do siebie na bloga, kiedy tylko będziesz miała ochotę zajrzeć! ♥

      Usuń
  15. Cześć, z jednej strony bardzo popieram walkę z takimi autodestrukcyjnymi blogami i formami, a z drugiej strony...cóż. Uważam, że pisząc na blogu moje życie jest jeszcze bardziej uporządkowane i ułożone. A teoria o zaniedbaniu przez rodziców i innych patologiach absolutnie się nie sprawdza. W moim przypadku i w przypadku mojej najbliższej przyjaciółki którą poznałam z bloga pro-ana rodzice nie stawiali wygórowanych wymagań czy nie okazywali troski. Tak wyszło...może to wina mediów i kształtowania przez nich pewnego wzorca wyglądu...?
    Pozdrawiam
    honestly-ok.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czynniki powodujące takie problemy rzeczywiście mogą być różne. Nie jestem specjalistką i ciężko też byłoby o wszystkim napisać w jednym poście, kierując słowa do ogółu. Pozdrawiam również.

      Usuń
  16. Ciężko jest mi się wypowiadać w tej sprawię, ponieważ poniekąd mnie dotyczy, poniekąd nie. Z częścią się zgadzam, a z częścią nie. Wydaje mi się, że podjęłaś dobrą drogę "walcząc" o innych, ale wiem też, że nikogo na siłę nie przekonasz. Możesz ich naprowadzić i tak robisz.
    Wybaczcie że może ten komentarz będzie trochę nie poludzku napisany, ale piszę to co myślę i nie będe tego redaować i ubierać w słowa żeby było jakoś super po polsku tylko przelewam TU i TERAZ
    Nie podoba mi się postawa Porcelanowej bo to postawa hipokrytki...
    Podziwiam Cię wielce za post i za myślenie, oraz za to, że znam Cię od kilku lat i pamiętam jak było kiedyś, może kiedyś będę równie mądra co Ty. Wiem, że to siedzi w mojej głowie, wiem, że mój blog może komuś zrobić krzywdę, ale też zawsze staram się nie radzić innym tylko pisać to co MOJE, tak jak wiesz, to "pomaga".
    Nie chcę się tu tłumaczyć, albo nagle zmieniać myślenia na temat pro-any, to nagle się nie zmieni, ale może małymi kroczkami można naprawiać życie, może Twój post to jeden z pierwszych małych kroczków.
    Zobaczymy.
    Chciałabym żeby istniało rozwiązanie, jakieś lekarstwo na ciało i duszę. Żeby móc żyć i być szczęśliwym, ale serio być szczupłym (możecie mnie zbesztać za te słowa) ale ja naprawdę chciałabym być szczupła zawsze, nie zważając na to co jem, bo lubię siebie szczupłą (nie chudą, nie szkieletorem, tylko poprostu szczupłą)
    Będę myśleć o tym co napisałaś i myśleć o sobie, zobaczymy co z tego wyjdzie.Nie muszę się też przed nikim tłumaczyć ani niczego obiecywać, bo najważniejsze że będę tłumaczyć się sobie i moge tylko sama ja dla siebie to zrobić :) Więc resztę pozostawiam milczeniu i myśleniu we własnej głowie. Wiem kim jestem. Tylko ja to wiem, w środku, za ekranem, w głowie, za pseudonimem, wiem czyje są ręce które piszą te słowa, wiem kim jest ta dziewczyna. Może jest trochę zagubiona, może pozna lepiej siebie, dzięki temu postowi, może. To tylko zależy od niej...czyli ODE MNIE. Trzymaj kciuki Red Queen i dzięki za posta! Cieszę się ze nie jestem na tyle głupia żeby go nie zrozumieć i że jestem na tyle mądra żeby to przemyśleć, choć pewnie to potrwa, ale może będzię się opłacać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę trzymała kciuki - jak najbardziej!

      Nie liczyłam, że zareagujesz na mój post jak na całą epokę oświecenia. Absolutnie. Uwierz mi, nie zamierzam zbawiać świata. Gdyby tak było, skazałabym siebie samą na porażkę. Zmiażdżyłoby mnie to. Tak jak to ujęłaś i jak ja sama pisałam - chcę tylko pokazać drugą stronę, stworzyć przeciwwagę.

      A Ty jesteś zdecydowanie po drugiej stronie lustra względem mnie. Stanowimy tak trochę Red Queen i Alicję - dwa bieguny spojrzenia na jedną i tę samą sprawę. Wiem, że nie zmienisz widzenia świata ot tak, a tutaj można odwołać się do tego, co napisałaś o Porcelanowej... Ja nie chcę jej oceniać jako osoby. Niech każdy to zrobi w duchu. Mogłabym odpowiadać jej bardziej krytycznie, bo powinna (!) (jako Autorka swoich tekstów!) zmierzyć się z konsekwencjami tego, co pisała i robiła, choćby zdawało się "tylko w internecie". A ona po prostu odwróciła totalnie kota ogonem! Więc w dużej mierze zgadzam się z tym, co o niej napisałaś.

      Prawdziwe zmiany (no przecież) zachodzą w człowieku stopniowo. To nie jest kaprys, czy moda - czyli to, czym jesteśmy i jak siebie wyrażamy. To naprawdę my i nasze dusze.

      Dziękuję Ci za Twoją wypowiedź. Czuję, że musiałaś zebrać myśli. Nie podeszłaś do tego lekceważąco. Jako osoba pro-ana wypowiedziałaś się bardzo rzetelnie.

      Powtórzę to, co napisałam na samym początku w komentarzu: będę mocno trzymała za Ciebie kciuki! Relacja ze samą sobą to moim zdaniem najcenniejsza, jaką się ma w życiu. Ty sama wybierasz. Ja to szanuję i właśnie szczególnie, że bardzo poglądowo pod względem tej płaszczyzny się różnimy, dziękuję Ci za słowa pełne aprobaty, a jednocześnie takie, w których jesteś szczera sama ze sobą i swoim widzeniem świata. Ej, chciałabym, żeby Twoje życie było czymś pięknym! Mam nadzieję, że tak będzie. A Twoje wybory zawsze będą tylko Twoje. Pozdrawiam! ♥

      Usuń
    2. A jeśli przesadziłam z określeniem Cię pro-ana, to przepraszam. Wiem, że nie rozpowszechniasz destrukcyjno-motywujących treści, tylko po prostu prowadzisz coś jakby swój "pamiętnik", który jest dla Ciebie ważny. Jakby co, to mnie popraw, bo nie zamierzałam w żadnym miejscu swojej wypowiedzi Cię urazić.

      Usuń
  17. Witam, dziękuję za poinformowanie mojej osoby o tym, że opisałaś mnie w poście na swoim blogu.

    To, że mój blog jest związany z inną ideologią niż taką jak masz ty, nie oznacza, że możesz opowiadać o nim takie bzdury. Podejrzewam, że gdybyś chciała poczytać go, a nie spojrzeć na jego tematykę może zauważyłabyś, że nie robię absolutnie nic złego.

    Ja, jako jego autorka, odbueram twój post bardzo osobiście.

    Zacznę od odpowiedzi na twoje pytania.

    Czy autorka bloga/forum (...) ma świadomość, że ponosi odpowiedzialność za swoich czytelników?

    Owszem, mam.

    Czy autorka tego bloga/forum wie, jakie konsekwencje fizyczne i psychiczne niesie za sobą mydlenie ludziom oczu, że kiedy schudną poprzez liczne tortury, będą szczęśliwe?

    Po pierwsze, nie mydlę nikomu oczu. Nie nakazuję przyjąć jakiś postawę i przede wszystkim nie nakłaniam aby robiły coś co może im zaszkodzić.

    Czy autorka w ogóle jest świadoma tego, jakie to są konsekwencje?

    Konsekwencja czytania mojego bloga? Gdybyś weszła na niego i poczytała choć trochę, wiedziałabyś, że twój post nie jest o mnie.
    Na moim blogu umieszczam:
    -przepisy - zapewniam, że nie są trójące i nie krzywdzą.
    - jadłospisy - też nie szkodliwe, trujące. To są jadłospisy takie, które ja zastosowałam, nikomu nie kazałam ich zastosowywać.
    - moje przemyślenia - może, nie są takie jak twoje, ale nie wspierają nienawiści ani do siebie, ani do kogoś. To są posty, które nie nakłaniają do czegoś tylko są o czymś, a to różnica.
    Jak pisałam o głodówce pisałam o jej wadach i zaletach.
    - Reszta postów to moje opinie, które mam prawy wyrażać.

    Czy autorka ma pojęcie, do jak bardzo skrzywdzonych osób się zwraca, i jak bardzo w jeszcze większą krzywdę je pcha?

    Jakie osoby mnie czytają? Nie wiem, ty też nie wiesz. Ale ja wiem, że nie robie im krzywdy. Nie mam sobie nic do zarzucenia.



    I teraz moja droga autorko, szanuję twoje zdanie i podejście, przy czym ty powinnaś szanować moje.
    Można to porównać do osób miesożernych i wegan.
    To że ja mam inne podejście do tej sprawy nie ozonacza, że tu musisz mieć takie same. Co więcej, nie masz prawa mnie krytykować.

    Ponadto, piszesz do mnie pytania, później na nie odpowiadasz, nie mając pojęcia jakie treści są na moim blogu.

    Tytuł jest w stylu pro any, nagłówki typu "Bycie szczupła jest ważniejsze od bycia zdrową " ? Tak, mam taki post u siebie na blogu, ale ty pisząc swój na swoim, nawet się z nim nie zapoznałaś, bo tam akurat wyrażam moje zdanie na temat krzywdzenia siebie.

    To, że ty masz inne podejście do sprawy niż ja, nie oznacza, że masz prawo do prowadzenia ze mną walki, nieszczenia moich godzin pracy poświęconych na ten blog. Bo ja wyrażam swoje zdanie, swoje opinie i piszę na temat, na który chcę. A jeśli tobie ten temat nie odpowiada, nie szkodzi, nie czytaj moich postów. To nic strasznego, serio. To, że mamy odmienne zdanie, nie oznacza, że możesz wzbudzać poczucie winy. Bo ja takiego nie odczuwam, po przeczytaniu twojego posta nie czuję się odmieniona. Nadal będę robiła to co robię, bo mogę, bo nikogo nie krzywdzę, bo chcę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój post nie powstał w odpowiedzi na Twojego bloga. Chodziło o inną stronę. Odpowiedziałaś jak osoba zaatakowana, a ja nie zamierzałam Cię atakować. Szczerze mówiąc taka wypowiedź jest dla mnie dezorientująca. Spokojnie. Nikt Cię u mnie nie krytykuje i nikt tutaj nie przejawia braku szacunku wobec Ciebie. A z kolei ja jako autorka, piszę o rzeczach, o których mam pojęcie, a nie powierzchowną wiedzę. Nie każdy może, chce i potrafi z tego tekstu skorzystać. Pozdrawiam.

      Usuń
  18. Na moim blogu jest wyraźny i jasny przekaz w komentarzu pod moim postem.
    "Oho. Koniecznie zajrzyj o mnie, bo trochę o Tobie napisałam w ostatnim swoim poście.

    https://krolestwo-samokontroli.blogspot.com/2017/01/porcelanowa-destrukcja.html

    Trzymaj się ciepło. I przede wszystkim zdrowo. Ściskam."

    Więc jak nie do mnie to po co ten komentarz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło o to, że być może możesz wynieść stąd coś dla siebie. Dziwi mnie fakt, że oczekujesz dalszych wyjaśnień. Dla mnie ten komentarz jest również jasny. Ja Cię nie atakuję. Wszystko cokolwiek to zawsze Twój wybór i Twoja sprawa, o ile nie robi to krzywdy innym.

      Usuń
    2. Nie atakujesz? A w twoim poście jest napisane że bedziesz walczyć z blogami takimi jak mój, bo twierdzisz że krzywdzę osoby, które to czytają. To nie jest atak?

      Usuń
  19. Hej Red Queen,
    masz może jakieś rady co do wyboru terapeuty? (Oprócz oczywiście nurtu, w którym pracuje)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Anonimie!

      Nurt terapeutyczny to chyba najważniejsza sprawa. Więc mogę ten wątek dla Ciebie nieco rozszerzyć.

      Oczywiście wiadomo, że jako psychoterapeuci pracują LUDZIE i jak w każdym zawodzie - są na przykład dobrzy i gorsi stolarze; tak samo jest z terapeutami.

      Jednak warto podkreślić fakt, że aby zostać psychoterapeutą, należy skończyć 5 lat studiów magisterskich, a następnie przez kolejne 4-5 lat szkolić się i certyfikować, inwestując w to samokształcenie niemałe pieniądze. Psychoterapeuta nie jest więc kimś przypadkowym - trzeba przejść nawet dziesięcioletnią drogę, by móc wykonywać ten zawód (!) i wydać kilka-kilkanaście tysięcy złotych z własnej kieszeni. To zależy od szkoły terapeutycznej, ale na pewno tak, jak mówię, jest w nurtach, które tutaj polecam - i mało tego; terapeuta psychodynamista musi przejść własną terapię, żeby móc odpowiedzialnie pracować z pacjentem. W swojej terapii taki psycholog dowiaduje się o swoich możliwościach i ograniczeniach, ażeby nie robić nikomu podświadomie krzywdy w swoim gabinecie, tylko rzeczywiście pomagać.

      Grunt to, żeby idąc do gabinetu takiego specjalisty, czuć się rzeczywiście gotowym - albo choć na tyle odważnym, żeby spróbować.

      Terapeuci są często po spotkaniu czy kilku skreślani przez pacjentów i ma to swoje psychologiczne uzasadnienie. Sama na początku swojej drogi rzuciłam terapię; byłam oburzona, że przychodzę z konkretnym problemem, a ONA ZADAJE MI PYTANIA O MOJE DZIECIŃSTWO. No bez sensu (myślałam sobie). A potem dojrzałam do tego, żeby spróbować to zrozumieć i spróbować sobie pomóc.

      Nie mogę chyba poradzić z całą odpowiedzialnością nic ponad to, że model pracy terapeuty jest fundamentalny. Powtórzę: polecam terapeutów psychodynamicznych (neopsychodynamicznych, psychoanalitycznych) i humanistycznych.

      Mam nadzieję, że satysfakcjonuje Cię moja odpowiedź! :)

      Usuń
    2. Tak, jak najbardziej. Twoja wypowiedź mi pomogła... I uspokoiła mnie trochę ;)

      Usuń
  20. Dziękuję za zgłoszenie mojego bloga :) Dopięłaś swego, gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja również dziękuję, wszystko jedno komu, ale tutaj warto to napisać, za usunięcie mojego bloga. Dziękuję. Pozbawiłaś mnie archiwum, które było niewidoczne, które zawierało moją historię z ostatnich 3 lat, jak wyszłam z odmętów pro-any. Usunęłaś moje historyczne wpisy, w których opisałam tragedię, która przyczyniła się do tego, że prawie nic nie jadłam przez 3 miesiące i cierpiałam na bezsenność. Pozbawiłaś mnie miejsca, które budowałam przez 3 lata, w którym czułam się bezpiecznie. W KTÓRYM BYŁA ADNOTACJA I NAWOŁYWANIA DO TEGO< ŻE NIE JESTEM KURWA PRO ANA i nie namawiam do głodzenia się, a wręcz przeciwnie - do posiadania mózgu. Od ponad roku nie komentuję blogów o odchudzaniu, a jeśli to robiłam, to komentarze dotyczyły życia codziennego, a nie jedzenia.

    GRATULUJĘ mózgu. Bez jakiekogokolwiek poważania z mojej z strony dla oświeconej debilki, która uznała, że ma czelność zgłaszać blogi, które jeszcze wczoraj uznawała za coś "słitaśnego", bo tak oceniam jej mentalność. Pocałuj się w tyłek.

    A po ochłonięciu - życzę nabycia większej ilości komórek szarych, a skoro to niemożliwe, po prostu zamyślenia się NAD SOBĄ, a nie nad całym światem, bo tego najwidoczniej jest zbyt wiele.

    Kelpinoza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam właśnie, że Twój blog zniknął. Podobnie blog Gąsienicy. Zdziwiłam się bardzo. Poginęło wiele blogów, a ja nie zgłosiłam żadnego.

      Porcelanowa pisała powyżej w komentarzach, że pozgłaszała wszystkie, jakie znała - a potem postanowiła te komentarze skasować. Niemniej Wasze blogi w treści merytorycznej nie nawoływały przecież do autodestrukcji czy przemocy.

      To jest tak, że jeżeli ktoś zgłosił Twojego bloga, to jeszcze nie znaczy, że musiał on zostać usunięty. Treści bloga zawsze sprawdzają administratorzy i oni podejmują decyzję. Myślę, że warto spróbować się odwoływać - żeby odzyskać swojego bloga, choćby jako prywatny.

      Mam nadzieję, że Ci się to uda.

      Usuń
    2. Do tej osoby napisałam tę wiadomość powyżej. Czytałam jej komentarze (bo przeczytałam Twój komentarz u mnie i czytałam wątek powyżej łącznie z wszystkimi komentarzami). Nóż mi się w kieszeni otwierał na samo podejście nie tyle do ludzi, co mniemanie o samej sobie. Zgłosiła blogi wszystkie jakie znała, nie znając chociaż w 10% treści ich wszystkich.

      Niestety operatorzy blogspota po odwołaniu stwierdzili, że blog narusza prawa i zostanie trwale usunięty.

      Nadzieja matką głupich w pewnych wypadkach ;-) Ale nic nie szkodzi. To tylko słowa, historię noszę przecież w sobie. Pozostaje jednak niesmak wywołany ludzką nieświadomością, bo o głupocie już nie wspomnę, a mogłabym nawiązując do wypowiedzi tej osoby. Bo nie będę udawać tolerancji wobec takiego zachowania.

      Wątpię, bym wróciła na blogspota. Tobie życzę owocnych działań, niekoniecznie związanych z działaniem tego bloga, a z Tobą samą ;-) Nie daj się niczemu ani nikomu. Pewnie zerknę tu czasem.

      Usuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynasz spamować. Jeśli chcesz wypowiedzieć się konstruktywnie, przeczytaj proszę mojego posta ze zrozumieniem.

      Usuń
  23. To nie spam, tylko dyskusja, na którą zaprosiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Z tej strony niewidzialna gąsienica. No cały blog. Moja twórczość. Mój pamiętnik. Został usunięty. Wszystkie posty robocze padły. Jak dorwe tą osobę to nogi z dupy powyrywam. na chuj to było. Co się tu dzieje?

    OdpowiedzUsuń
  25. Tylko zaczęłam czytać Twój wpis, ale musiałam przestać bo sama przez 1,5 roku brałam pro-ana i budzi to zbyt wiele negatywnych wspomnień, jednak muszę dodać od siebie że bardzo zainponowało mi, że poruszasz tą tematykę, jest to naprawdę poważny i wciąż chyba "niedoceniany" problem, gdzies tam spychany na margines, ludzie nawet nie wiedzą jak wiele kosztuje ten nagłóg, bo inaczej trudno to nazwać...

    OdpowiedzUsuń
  26. Jak dobrze czasem znaleźć coś wartościowego pośród tylu gowien. Wspieram cię! I zapraszam do siebie, zaczynam prowadzić bloga o podobnej tematyce, przydałaby się pomoc, czas otworzyć ludziom oczy

    http://alicjawkrainiepogardy.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń